Problem "Dopalaczy"

Problem "Dopalaczy" staje się ostatnio coraz bardziej popularny. Dotyczy on ogromnej ilości różnych substancji roślinnych i syntetycznych o rzeczywistym, bądź rzekomym działaniu psychoaktywnym. Jednocześnie odnosi się on do środków nie kontrolowanych przepisami ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.
Dopalacze reklamowane są często jako bezpieczna alternatywa dla narkotyków i alkoholu. Mimo to, ich szkodliwe dla psychiki i organizmu działanie ciągle jest odkrywane.
Do grupy tych środków należy ogromna liczba różnych substancji i ciągle dochodzą nowe. Dopalacze są sprzedawane legalnie jako środki kolekcjonerskie lub przeznaczone do praktyk religijnych. Powoduje to, że ich producenci nie muszą przeprowadzać długotrwałych i kosztownych badań nad ich rzeczywistym wpływem na organizm i psychikę człowieka. W przypadku leków wprowadzanych legalnie na rynek, niezbędny jest cały szereg badań klinicznych, co powoduje, ze zwykle pojawiają się one na rynku kilkanaście lat po zsyntetyzowaniu danej substancji.
Producenci dopalaczy, obchodząc prawo, są z tego obowiązku zwolnieni. Można stwierdzić, że dopalacze są bezpieczne dla człowieka, pod jednym warunkiem: stosowania się do ostrzeżeń na opakowaniach i nie spożywania ich.
Każde użycie substancji chemicznej, szczególnie o niezbadanym działaniu może powodować negatywne konsekwencje. Coraz częściej zdarzają się przypadki hospitalizacji, najczęściej w szpitalach psychiatrycznych, po użyciu dopalaczy. Tylko w jednym szpitalu w Lublinie 21 osób od początku 2010 roku wymagało trwalej hospitalizacji z powodu powikłań po użyciu dopalaczy.
Mitem jest, że są to substancje bezpieczne i nie uzależniające. Wraz ze wzrostem używania dopalaczy coraz więcej osób zaczyna mieć problem z kontrolowaniem ich zażywania. W poradniach leczenia uzależnień pojawia się coraz więcej pacjentów uzależnionych od dopalaczy, a ich stan psychiczny i objawy uzależnienia są takie same jak w przypadku osób uzależnionych od narkotyków. Jednocześnie producenci i dystrybutorzy dopalaczy chronią się przed odpowiedzialnością prawną, umieszczając na opakowaniach informacje o kolekcjonerskim przeznaczeniu środka. Oznacza to, że całkowitą odpowiedzialność za konsekwencje zażycia ponosi konsument, który często jest niedoinformowany i zachęcany przez sprzedawcę.
Osoby zażywające takie substancje są tak samo bezpieczne jak ktoś spożywający truciznę na szczury. Sklepy i hurtownie z dopalaczami oferują szeroki asortyment środków zmieniających świadomość. W sklepach internetowych można zamówić substancje odurzające z dostawą do domu. W ofercie są środki pobudzające, relaksujące jak i mające działanie halucynogenne. Mogą one być zażywane przez zjadanie, wdychanie dymu, wciąganie do nosa, a więc tymi samymi drogami co narkotyki. Poza tym część dopalaczy będących w sprzedaży zawiera dodatki substancji nielegalnych np. amfetaminy. Mają one zachęcić klienta do dalszego używania poprzez wywołanie efektu odurzenia lecz wraz z dodatkiem narkotyku wzrasta też ryzyko uzależnienia i innych powikłań.
Sposób zażycia zależy od rodzaju substancji. Pewne jest jednak, że działanie dopalaczy na ośrodkowy układ nerwowy jest niebezpieczne i dotychczas niezbadane. Dzieje się tak, ponieważ są to nowe substancje na rynku środków zmieniających świadomość oraz ich liczba jest tak duża, że można jedynie prognozować wzrastające ryzyko. Widoczne jest jednak, że skala zjawiska nasila się w ogromnym tempie, a firmy zajmujące się dystrybucją dopalaczy rozrastają się i czerpią ogromne zyski przy minimum odpowiedzialności. Prawo nie nadąża za rozwojem tej branży i w momencie wpisania na listę substancji zabronionych któregoś z dopalaczy, pojawiają się kolejne o zmienionej nazwie i podobnym działaniu.
Ustawodawcy podjęli jednak próby stworzenia takich aktów prawnych, które będą nadążały za dynamiką zjawiska. Zapomina się jednak często, że do momentu pojawienia się dopalaczy istniało wiele różnych substancji, sprzedawanych legalnie lub występujących w naturze, o działaniu psychoaktywnym: jak rozpuszczalniki, kleje różne grzyby, bieluń dziędzierzawa itd. Mimo, to nie były one powszechnie używane w społeczeństwie. Tak więc problem jest nie tylko w istnieniu dopalaczy i sklepów je sprzedających. Można się więc zastanawiać co odpowiada za popularność dopalaczy wśród młodzieży. Istotny wpływ na to zjawisko może mieć fakt, że ani rodziny ani szkoła w większości przypadków nie nadążają za postępem zjawiska. W związku z brakiem wiedzy wśród rodziców w temacie dopalaczy, nie spełniają oni często właściwej roli wychowawczej i profilaktycznej. Do placówek leczenia uzależnień trafiają po poradę rodzice, którzy jedyne informacje o dopalaczach czerpali dotychczas od swoich dzieci, oszukiwanych zresztą przez sprzedawców, zażywających kolegów itd. Dopiero sygnały, że z dzieckiem dzieje się coś złego skłaniają ich do szukania informacji i profesjonalnej pomocy. Ponadto należy pamiętać, że większość osób zażywających dopalacze ma już za sobą kontakty z alkoholem, a zwykle i z narkotykami. Tak więc, dopalacze to często kolejny krok w drodze uzależnienia. Problem dopalaczy nie jest więc tylko problemem środków odurzających sprzedawanych legalnie. Jest to problem całego systemu profilaktyki i wychowania młodzieży.
Niebezpieczne jest również tolerowanie przez Państwo oszustwa jakie stosują sprzedawcy dopalaczy: wszyscy wiedzą, że to środki odurzające, ale udają, że wierzą w ich niekonsumpcyjne zastosowanie. Dlaczego więc dziwić się nastolatkom, że nie dokonują właściwych wyborów. Zażywają środek, którego sprzedaż jest legalna, a sprzedawca odpowiadający za rzetelną informację o produkcie zachwala jego działanie odurzające i nieszkodliwość.
Artykuł napisany przez Specjalistę Terapii Uzależnień ośrodka Janochy Olgę Dylewską